medias res. 2010-10-30 14:04:58

Otwórz drzwi, pukanie rozlega się już po raz drugi. Na zegarku 23:48. Proszę mnie zaprosić do środka dopomina się głos z korytarza. Nie wiedzieć po co oraz nie wiedzieć skąd, ale to przyszło. Musiało przyjść.
Każdemu zdarza się czasem wygłupić. Nie można się do tego nie dystansować, przecież to jasne. Zarzuciwszy nogę na nogę, rozpoczęła się dyskusja na tematy bieżące. Szarlotka angielska,
muzyka
niecodzienna,
hibernacja, dobór odpowiednich osób jest ważny jeśli chodzi o tego typu rozmowy.
Znamienne są te momenty, kiedy około piątej nad ranem słońce zaczyna wschodzić a my zaczynamy powracać na włości. Idziemy pustą ulicą, kręcimy się w kółko. Wciąż tu jesteśmy, znów tu jesteśmy. I bardzo dobrze.


B a r d z o  ź l e.

Posiadając niepoczytalne sny i marzenia, wydajemy z siebie cokolwiek dziwne odgłosy. Z czasem zaczynają one przybierać kształty, wyraźnie widzimy w nich lustrzane odbicia Nas samych. Drapiemy się po głowach, skonfundowani, szukając maluteńkiej choćby podpowiedzi. Spędzamy resztę Naszych żyć na poszukiwaniu tychże. Umieramy.

Nie masz pomysłu na przyszłość, próbujesz czytać gwiazdy. Niektóre konstelacje podobno mogą korzystnie wpływać na układ nerwowy, na nieskazitelność wzroku. Na ratunek.
Przecież tak naprawdę bardzo mała liczba ludzi wybiera sobie swój wymarzony zawód. Niestety, większość kojarzy słowo przyszłość ze słowem ,zawód'. W sumie to nie do końca niesłusznie. Zawód z powodu zawodu.
Nasze palce są powoli nawlekane na nić intymności. Nie wolno Nam spoglądać w przyszłość z lękiem. Tak jest już tutaj ustalone.

- -
Z początku docierały do mnie jedynie odgłosy z wewnątrz. Jak się wydostać z tej skorupy?-myślałem. Skorupa była więzieniem a trzydniowym posiłkiem był lęk. Skorupa składa się z trzech części, jedną z nich jest pancerz, pod spodem znajduje się litość a na samym końcu cieniuteńkie linki zrobione z plasteliny. Wbrew pozorom najciężej jest się przedostać przez ostatnią warstwę, bowiem nic nie działa silniej na układ nerwowy niż linki przyobleczone w marzenia, w sny. Niezwykle trudno jest mi to wszystko dobrze opisać. Jestem w pokoju w którym idea skorupy rozmyła się już bardzo dawno. Pamiętam natomiast doskonale jej ciężar. Wspominam też z rozrzewnieniem powolne nawlekanie marzeń i snów na cieniuteńką linkę..

skomentuj (7)

onset. 2010-05-04 11:45:43

Rozpoczęcie jakiejkolwiek próby literackiej nie różni się w zasadzie niemalże niczym od rozpoczynania czegokolwiek innego na świecie. I tu i tu jest się, niestety, skazanym na tę momentami słodką niepewność [uda się czy nie?], ekscytację [uda się!], wątpliwość [czy aby na pewno się uda?], tremę [a jeśli się nie uda..?] czy też radość, z powodu doświadczania ,początku' po raz kolejny. Jest w tym coś znamiennego- w zasadzie niewiele rzeczy tak ekscytuje jak początek właśnie. Niezależnie od tego, czego zalążkiem ów początek jest, można powiedzieć, że wszystkie rzeczy na świecie [w tym również świat sam w sobie] łączy jeden wspólny mianownik - -

A język? Od czego zaczął się język? Gdzie leży jego początek? Czy aby na pewno w jego przypadku również mamy do czynienia z tym samym, wspólnym mianownikiem? W zasadzie można śmiało odpowiedzieć – oczywiście, wszak WSZYSTKO ma swój jakiś początek. Z drugiej natomiast strony rodzi się pytanie – skoro tak, to gdzie on dokładnie, w tym przypadku, leży? Oglądając ,walkę o ogień' j.j.annaud'a nie słyszymy ani jednego poprawnie wyartykułowanego słowa, mimo że widzimy na ekranie historię ludzi i ich wzajemnych relacji - nie tak znów odległą, biorąc pod uwagę długość trwania ewolucji [choć tak naprawdę przecież nie wiadomo, czy ona w ogóle kiedyś się skończy; tak czy owak jej Początek również nie jest jasny, ciężko bowiem wyrokować cokolwiek na tak mętnym polu jak Prehistoria]. My natomiast, po jakichś 30 tysiącach lat, za pomocą 24 liter alfabetu jesteśmy już w stanie skonstruować niezliczoną ilość zdań [komunikatów językowych] składających się z więcej niż 5 słów. I można za ich pomocą przekazać WSZYSTKO – w tym opowiedzieć o początkach początków. Można spekulować, rozprawiać, dyskutować, grozić, zabijać, przekazywać, obrażać; stwarzać i niszczyć, odpychać i przyciągać, karać i nagradzać.

Ale można się też zakochać..

Gdzie leży początek zakochania? Czy aby na pewno zakochanie łączy ten sam mianownik z powstaniem świata, człowiekiem, państwami, literaturą? Można odpowiedzieć śmiało – oczywiście, wszak WSZYSTKO ma swój jakiś początek. Z drugiej natomiast strony, ciężko o większą intensywność początku w każdym jego calu, jeśli chodzi o te opisywane już chyba wszędzie i na wszelkie możliwe sposoby rozpoczęcie się czegoś tak nieprzewidywalnego, [niemalże równie mocno, co sam człowiek] jak zakochanie.


Odnoszę smutne wrażenie, że koniec przyćmił już dawno początek; nie liczy się start [mozolne, dokładne przygotowywanie się do zawodów, morze łez z powodu kontuzji, nieprzespane noce, spadająca kropla potu w spowolnionym tempie na bieżnię, wszystkie te nieprawdopodobne choć równie interesujące szczegóły z życia ludzi], lecz finisz[natychmiastowa informacja, kto był pierwszy, oklaskiwanie zwycięzcy, wywiady, peany na cześć żółnierza dumnie powracającego z tarczą]. Zdaje się, że obrządek[tak, właśnie on] traci powoli na znaczeniu. Zaznajomić się z rezultatem, z przyczyną niekoniecznie.

Jak się to ma do zakochania?

Zakochanie jest jedną z niewielu rzeczy, w przypadku której absolutnie wszyscy wyczekują początku. Niewielu skupia myśl na finiszu z bardzo prostego powodu – nie chcą go doświadczać. Wszyscy stajemy się wiecznymi sprinterami biorącymi udział w miłosnych turniejach. Tyle, że nikomu wcale nie pali się do zajęcia pierwszego miejsca...

***

jest siódma czterdzieści pięć rano. w przeciągu ułamka sekundy rozpoczął na nowo swoje życie. po raz drugi i ostatni za razem miał doświadczyć na raz wszystkiego – tremy, słodkiej niepewności, ekscytacji, wątpliwości. a Radość? Radość niestety nie doczekała się w tym wszystkim swojego własnego początku.


skomentuj (10)

(reprise) 2010-02-01 22:42:47

Od początku, raz jeszcze.

Powiedziałeś, że w Waszym Państwie niewiele się zmienia. Nie wiem jednak, czy chciałeś przez to powiedzieć, że to się równa Twojej niezmierzonej niczym puszcza amazońska głębi doznań i emocji oraz niczym niezmąconej radości. Mam pewne przypuszczenia co do tego, że tak rzeczywiście było, ale pozwól, że przedstawię swój punkt widzenia.

Od niedawna nękają mnie przeróżne, można by rzec dziwne myśli. Stojąc na peronach, przystankach, postojach, wiesz, kiedy pojazdy się spóźniają współpasażerowie czy raczej współczekający patrzą się w ziemię [dlaczego nie w niebo?] albo dłubią czubkami butów [opuszkami palców] w brudnym śniegu [w swoich nosach]. Zdarza mi się wtedy [chyba właśnie wtedy najbardziej] być kompletnie obezwładnionym przez bezsens wszelkich poczynań. Nie umiem tego dokładnie wytłumaczyć, ale aż muszę w takim momencie wyłączyć mp3, które jako jedyne oprócz lekko obgryzionych paznokci oraz zdawać by się mogło smutnych oczu towarzyszy mi, zawsze. Nie wiem, czy znasz to uczucie, wszak przyznałeś, iż w Twoim, Waszym Państwie zmienia się niewiele, jeśli w ogóle cokolwiek, ale mam, przeżywam takie chwile w swoim [nie raz zdarza mi się tak o nim myśleć] parszywym życiu, kiedy muszę wyłączyć swój odtwarzacz [ostanim razem, kiedy się mi to przytrafiło, przestałem słuchać Slowdive; zdajesz sobie zatem sprawę z powagi sytuacji], bo aż zaczyna mi brzęczeć w uszach.. Wiesz, coś, jak gdyby przystawiono Ci do uszu dzwoneczek, nie, Big Ben, też nie.. coś, co wytwarza dźwięki o bardzo wysokich tonach. To takie dziwne, wszak na co dzień zdawać by się mogło, że mamy kontrolę nad sobą, a przynajmniej nad swoimi myślami, bo nad ciałem [wlicz w to popędy, instynkta] niekoniecznie, a tu bach! i suprejs. Nie mam pojęcia, skąd te myśli się biorą, ale wiem, że nie czuję się z nimi komfortowo. Intensywność zapachów, które jak wiesz pochłaniam natychmiast, zalicza spadek szybki, drastyczny, dramatyczny w swojej bezradności a ręce wędrują prosto do kieszeni, jakby w poszukiwaniu schronienia. Ratuj się kto może.

Zdarza mi się prowadzić wtedy dialog samemu ze sobą, wiesz, takie swoiste solilokwium sobie uskuteczniam, może nie tak teatralne [ale za to jakże emocjonujące] jak Hamlet czy przejmujące jak Mickiewiczowski Konrad, ale za to napewno bardzo tragiczne. Nie osiągam bowiem ze sobą jakiegokolwiek konsensusu, w przypływie gniewu i smutku [jakże romantyczna jest ta mieszanka] strzepuję śnieg z butów i wyjmuję palce z nosa. Pozostaję tak samo niepewny, jeszcze bardziej spragniony jakiegokolwiek zapewnienia, że odpowiedzi przyjdą, ale w swoim czasie, o ich udzieleniu nie wspominając.

I wtedy włączam z powrotem mp3. Nie wiedzieć czemu nie pamiętam potem, czego słuchałem.

--

Opowiedz mi o Waszym Państwie.

Każdy chce i potrzebuje kochać oraz być kochanym, to w zasadzie jakiś głupi frazes, ale od tego zacznijmy. Niestety wyglada na to, że ludzie wstydzą się do tego przyznać. Tak samo, jak do swoich korzeni, do swoich pragnień, do tego, o czym marzą w bezsenne noce. Ja na przykład...

Chciałbym kiedyś doświadczyć czegoś takiego, jak Ty. Opowiadałeś mi kiedyś.

Nigdy nie sądziłem, że można tak pięknie opowiadać o ulubionych kolorach czy emocjach. Dużo dałbym, by być na Jej miejscu. Dowiedziałbym się w przypływie niemal ekstazy, że być może kolory mają zapach.. Zamiast być pytanym o jakieś cliché pokroju ,ulubiony aktor' , ulubiona potrawa' opowiadałbym o swoich ulubionych emocjach. I ich ewentualnym zapachu..

Mógłbym opowiedzieć bez skrępowania o swoich wszystkich lękach, w tym lęku wysokości, który przecież potrafi byc taki krępujący dla mężczyzny. W ogóle, mógłbym wyzbyć się skrępowania..

To prawda, w Naszym Państwie niewiele sie zmienia. Ona nie potrzebuje żadnych zmian, ja z resztą też nie. Ale mogłaby do mnie czasem napisać, że tęskni tak, że brakuje jej tchu. Że twardnieją jej sutki na myśl o wszystkich kwiatach, które jej kupiłem a potem wstawiłem do wazonu. Albo po prostu, że bawi się swoimi końcówkami włosów. I że stwierdziła, że to przecież dobry powód, żeby napisać..

I ja. Ja też mógłbym Jej powiedzieć, że chwytam się na głaskaniu swojej lewej dłoni, bowiem uwielbiam, jak Ona mi to robi. Albo, albo że nie umiem już znaleźć drogi, odkąd odprowadziłem Ją na przystanek i mam ochotę na nim umrzeć, wolę przecież przestać istnieć niż wracać samemu do domu.

Mógłbym Jej powiedzieć, że czasem tak okropnie się boję. Że tak często zdarza mi się być obezwładnionym przez bezsens wszystkiego. I że muszę przy tym wyłączyć mp3..


skomentuj (4)

2010-01-18 00:24:05

Odkąd Cię nie ma moje palce nie wiedzą już, do kogo wysyłać te wszystkie wiadomości. Do kogo pisać listy. Albo też, czyją sylwetkę rysować w powietrzu. Prawda jest taka, że Ty, Twoja osoba, jeśli znikasz, to znikasz totalnie, nie pozostaje po Tobie nic.

Podchodzisz
 
z zamiarem pożegnania się. Wyciągasz dłoń. Ale to już nie jest Twoja dłoń, to jest dłoń Ciebie Daleko. Ponadto nie wyciągasz jej po to, żeby wykonąć nią jakikolwiek ruch mający na celu wyrażenie sympatii. Nie jest ona wyciągnięta z zamiarem pogłaskania moich włosów, ani też poprawienia mi kołnierzyka, który nigdy nie wyglądał tak, jak wyglądać winien, nie. Jest ona wyciągnięta po to, ażeby wyciągnąć mi z głowy właśnie Ciebie, tak, ażeby dosłownie nic po Tobie nie zostało, kiedy odejdziesz, znikniesz ulotnisz się. To trochę cwane zagranie, wszak możesz teraz powiedzieć: odchodzę, nie myśl o mnie, nie wspominaj mnie, nie kreśl palcami moich kontur w powietrzu, bo nie będę mieć żadnego punktu odniesienia ani też żadnego wspomnienia, na którym szkic ten mógłbym oprzeć. Jest to też zagranie perfidne. Odchodzę, toteż nie chcę, ażebyś źle o mnie myślał, więc zabieram Twoją Mnię ze sobą. Nie martw się, przecież wyszłoby Ci to na dobre.. Po co komu wspominanie, wspominanie bardzo często prowadzi do wypominania, a my tego nie chcemy, nieprawdaż?

Po pierwsze. Nie ,my'. Już nie.
Po drugie.

Czy Ty wiesz, jaką wartość ma wspominanie dla ludzi, dla mnie? Przecież gdyby nie wspomnienia, jakaś jedna piąta ludzkości by już dawno wymarła, a Ty chcesz mnie ich pozbawić.

Pamiętasz, byliśmy w kinie. Złapałaś mnie za rękę. Oparłaś swoją głowę na moim ramieniu.

Albo czy pamiętasz naszą podróż autobusem do Poznania. Miałaś skrzyżowane nogi pod siedzeniem.

Twój Tata śmiał się z Twojego chodu, mawiał, że Twój chód jest lekko kaczkowaty. Ja tak nie uważałem. Mój jest jeszcze gorszy..

Powiedziałaś kiedyś: niech nigdy Cię nie zabraknie.

- -

Odchodzisz

Nie ma tego złego co na dobre by nie wyszło, powiedział ktoś mądry albo i niemądry. Do mądrości to mi daleko, do niemądrości z resztą też. Tkwię sobie gdzieś pomiędzy tu i teraz, tam i kiedyś. Między ja i Ty. Kiedy odeszłaś, zabierając swoje płyty, książki, zmyłaś swoje włosy po kąpieli w kabinie prysznicowej z brodzika; wreszcie moje wspomnienia, zapomniałaś o jednym. Mianowicie, nie zabrałaś mnie.

,Ty, to..ja' , powiedziałaś kiedyś.
Cześć.

 

skomentuj (6)

Podejrzane 2009-12-11 23:24:09

Twoje pomieszane życie mną wstrząsa. Jeśli obecnie na cokolwiek choruję, to na chroniczne wstrząśnięcie. Być może nie dosłowne, bo to chyba jednak ciut różni się od czynności dokonywanych na wszelkiego rodzaju szejkach, ale mimo wszystko muszę przyznać, iż zdecydowanie niewiele rzeczy jest na swoim miejscu. A może to wszystko przeze mnie? Dlaczego raz po raz przenoszę wszystkie swoje drobne pamiątki i pamiąteczki z jednego miejsca na miejsce, moja średnia ilość kontemplacji przemeblowania pokoju na rzecz innego jego formatu wzrosła ostatnio o około trzysta czterdzieści procent a kolejność układania podręczników akademickich na półce chyba już sama nie pamięta swojej pierwotnej postaci, zupełnie tak, jak gdybym bał się, że ktoś zrobi mi zdjęcie, na tle tych wszystkich rzeczy, których kolejność i położenie zdaje się trwać w takim stanie już od samego początku wszechrzeczy a wraz z nimi ja – z wymuszonym uśmiechem, który nigdy mi dobrze nie wychodził. Wieczny malkotent – opiniowaliby jedni. Wygląda jak jakieś nieudane zdjęcie pamiątkowe – narzekaliby inni. Wszyscy natomiast zgadzaliby co do jednej rzeczy – tak słabego [i nieudanego] kadru świat nie widział już dawno. No tak, ten uśmiech.. Zupełnie jak po przeczytaniu artykułu w gazecie:


Miłość w Kosmosie


Liczba stacji kosmicznych, sunących powoli w tej nieskończonej albo i skończonej przestrzeni, rośnie. Jeśli któryś z krajów wysyła na orbitę swoją stację ze swoją załogą, jest się czym lansować, zupełnie tak jak modnymi i drogimi ciuchami z nowootwartych salonów z odzieżą damską i męską w jeszcze bardziej nowootwartych galeriach handlowych. Cóż, z tą drobną różnicą, że astronautom, szalenie i bezdennie samotnym w tej jeszcze bardziej bezdennej przestrzeni, zwanej Kosmosem tego typu odzież się raczej nie przyda. A może wręcz przeciwnie? Może po jakimś czasie, po iluś tam latach spędzonych w odosobnieniu, w trochę innym świecie niż ten, który ich wydał, wychował i posłał w gwiazdy, zatęskniliby za nim i zarządzili akcję Przypominamy Sobie Jak To Było. Założyliby wtedy wszystkie te modne ciuszki [na Ziemi zakładanie ich było by zapewne już od dawna wzięte za jakieś faux pas], jak małe dzieci pobawiliby się w sklep, w prognozę pogody, zbudowaliby sobie taki ich mały, prywatny, dostępny tylko im Mc Donald. Może nawet zaczęliby chodzić tam na randki..? Nieważne z kim i nieważne dokąd, tęsknota za uczuciem bycia potrzebnym oraz niewytłumaczalny lęk przed samotnością doskwierałby aż za bardzo. Uprawialiby satysfakcjonujący seks. [choć to prawdopodobnie byłoby odrobinę trudniejsze niż na Ziemi, biorąc pod uwagę brak grawitacji.. z drugiej jednak strony – proszę sobie wyobrazić akt kochania się w jakimkolwiek wymiarze; poziomo, pionowo, na suficie, na ścianie, do góry nogami, po skosie, mając za oknem Księżyc tak blisko jak jeszcze nigdy oraz jeszcze bardziej niezliczoną niż zazwyczaj ilość gwiazd..] Potem zdradzaliby się. Następnie zakochiwali na nowo. Prowadząc długie [bo nie nocne, wszak mają tam nawet nie przez pół, ale przez okrągły rok noc totalną, bo bezwietrzną i bezchmurną] dyskusje przy stole, próbujac jakoś wypić czerwone Bordeaux Noveu, rocznik 1999, doszliby do wniosku, że natura ludzka kiedyś będzie musiała skapitulować przed nieuchronnym Nowoczesnym Człowiekiem, wypierającym się swoich zwierzęcych korzeni, śmialiby się z dowcipów o blondynkach albo żółwikach-kłamczuszkach, czasem odprowadzaliby się do swoich kabin, lekko pijani, całowali się w policzki na pożegnanie, z niewiarygodnie szybkim biciem serca czekali, aż zostaną zaproszeni do środka, potem zamawialiby wyimaginowane kosmiczne taksówki, wracaliby do siebie. Czasem płakaliby. Umieraliby w uczuciu nieskończonej tęsknoty za ludźmi, których nie poznali oraz żalu za błędy, których nie mieli okazji popełnić.

Myśląc o tym wszystkim, dochodzę do wniosku, że nie ma nic piękniejszego, niż życie na stacji kosmicznej.

Wszak jest tam identycznie jak na Ziemi.. Z tą jednak drobną różnicą, że będąc astronautą, mógłbym w dowolnej chwili znaleźć się, dosłownie, pośród gwiazd.


skomentuj (6)

                     doendorfinowanie 2009-10-23 23:27:22

Wymówki pokroju ,,musiałem/am być czymś zajęty/a, przepraszam'' , ,,musiało mi wypaść z głowy'' czy ,,zapomniałem/am na śmierć, wybacz mi'' wydają się mi dość zabawne. Ludzie tłumaczą swoje pewne niedoskonałości i niepowodzenia brakiem czasu, głowy, pamięci, brakiem pewnych dewiz życiowych, choć oczywiście nie dosłownie, bo jakże to tak, przyznać się do błędu.
Chciałbym Cię najmocniej przeprosić. Najgorsze jest jednak to, że nie wiem, jak i czym się wytłumaczyć..Nie umiem tego opisać, skąd, z której strony to, kolokwialnie mówiąc, się wzięło, ani dokąd oraz w którą stronę zmierza. Nie umiem nigdzie zdążyć. Wpadam do budynku mojego wydziału, absolutnie nie w porę, tłumacząc się wybuchami tramwajów, w zasadzie to ich niepojawieniem się na przystanku na czas, nie, w sumie to w ogóle się nie pojawiły; od dwóch tygodni zapominam kupić papier toaletowy, mówiąc, że sklep był zamknięty, a tak w ogóle to nawet w nim nie byłem...Nie ma na to wszystko czasu, a więc nie ma go też na roztrząsanie, rozpamiętywanie, rozpinanie rozporków przeszłości, potęgowanie i piętnowanie wspomnień, na chorobliwe dociekanie swojej tożsamości [albo i jej braku] tym bardziej. Można by rzec, że cierpię na chroniczne niezdążanie nigdzie ani znikąd. Czym się wobec tego obecnie zajmuję? Ja tego nawet nie wiem.

Przez dziurkę od klucza widać bardzo wyraźnie

Zachwyt nad detalami nie pozostawia mi wyboru.
Pamiętam, byliśmy na pewnym polu, na które nie zachodzi nikt, nawet najwykwintniejsi znawcy Gorzowa. Brak potrzeby skutkuje brakiem skutku. W Naszym wypadku potrzeba i skutek zawarły swego rodzaju pakt, którego dzieckiem okazało się być kilka zdjęć, nieokraszonych żadnym komentarzem, komentarz to domena tych, co nie mają wiele do powiedzenia, powiedziałeś kiedyś. Dobrze, że Ci zaufałem. Pole rzepaku. Pole moich wspomnień.
Ostatnio każdy pojedynczy kasztan, stadko ptaków większe niż te składające się z 10 osobników, ruchy chmur po nieboskłonie, nietypowe tendencje w zachowaniu ludzkim, z pozoru nicnieznaczące gesty wprawiają mnie w zachwyt. Detalowy zachwyt. Pokryty mgłą. Nad którą też pieję z zachwytu. Uważam, iż posiadam wszelkie podstawy by sądzić, że z moim mózgiem dzieje się coś niecodziennego. Takie rzeczy z kolei zazwyczaj skutkują nierozmawianiem na ich temat, po pierwsze bowiem obnażają ludzi z najskrytszych sekretów, pozostawiając biedaków nagimi, po drugie natomiast niewielu zostało obdarzonych umiejętnością składania zdań totalnych. A tylko takie winny opisywać to, co absolutne.

Sam już nie wiem

Można by rzec, że byłaby to opowieść detaliczna, bo skupiona na detalach [i zachwytem nad nimi] oraz spóźniona, bo opowiadająca o ciągłym niezdążeniu. Mam ochotę Ci ją opowiedzieć, najbardziej na świecie.
To zadziwiające, w jaki sposób słowa ,,to zadziwiające, w jaki sposób słowa" tracą na znaczeniu, w rezultacie przestając znaczyć cokolwiek. Nic dziwnego, wszak sensu w tym wszystkim brak. Gdzie on się podział? Organizuje piknik na Malcie poznańskiej, zwiedza gejzery islandzkie. Albo jedzie sobie powoli rowerem, przez pola rzepaku..

skomentuj (10)

Podejrzane doendorfinowanie 2009-08-29 00:15:15

W naszym państwie niewiele się zmienia. Wychodzimy, razem, trzymamy się, razem. Podejmujemy decyzje. A może dokonujemy wyborów. Ciężko to wszystko opisać słowami. Mówię jej bejbi bejbi, ona odpowiada niewymuszonym uśmiechem. Bejbi. Zauważyłeś, że w takich chwilach, jak te, nawet takie.prozaiczne słowo jak ,,bejbi'' brzmi dostojnie? Ile to już trwa godzin? Stary, naprawdę, polecam Ci ten stan. Słucham, co Ona mówi, odpowiadam to, co uważam. Zapraszam ją, spotykamy się, trzymamy się razem, jest spoko. W państwie, w którym ciężko o jakąkolwiek rewolucję. Unia Europejska, traktaty lizbońskie, brak jakiejkolwiek demencji starczej. Czy nie uważasz, że tak powinno być zawsze? Czy wiesz, że definicja słowa ,,szczęście" dostąpiła zaszczytu metamorfozy w ,,trzymanie się ze zbiorem osób ograniczającego się do jednej i tej samej osoby"? Wiesz? Co o tym sądzisz? Budzę się rano, wstaję, jem śniadanie, wychodzę na ogródek, jest fajnie. Otrzymuję sms'a, odpisuję na sms'a, jest fajnie, czuję, że po to się narodziłem. A może i nie narodziłem. Ale jest super, jest super. A Ty?

A ja?

Nie wiem, czy mogę to interpretować jako ,,jak się czujesz", ale mam wrażenie, że ostatnio czucie się zostało zakazane. Ostatnio za każdym razem śni mi się pożar. Jak często? Jaki pożar? Czy płomienie sięgają nieba? Czy strażacy przybywają na czas? Czy są przystojni? To przecież nieistotne. Nieistotne jest też i nie jest też trędi wpadanie w rozpacz. Nie widziałem diabła w moich snach, nie wiem, kim jest Bóg, a i wiara też jest mi obca. Wierzenie w nieśmiertelność czyjegoś ciała jest mi obce. Wszystko co ludzkie, jest mi obce. Fajnie być Terencjuszem? Fajnie.

Bo to jest tak

Siedzisz na ławce, niewiele jest do powiedzenia o świecie, świat też za dużo nie ma o Tobie do powiedzenia. Dobrze by było nagrać płytę w Nowym Jorku, zacnie byłoby napisać coś, co zmieni oblicze literatury. Wszystko zostało już napisane? Nieprawda. Czy zastanawiałeś się kiedyś z kimś, od czego zacząć budowę domu i zdecydowaliście, że od tynku i drabiny? Albo czy kiedykolwiek szedłeś pustą ulicą i doszedłeś do wniosku, że spotkanie właśnie przez Ciebie odbyte ociera się o totalność? Że definicja słowa ,,spotkanie", albo ,,koncert'' nabiera nowego znaczenia? Wino nabiera nowego, ściśle tajnego nowego smaku, a temperatura sierpnia Twojego życia oscyluje w granicach od 11 stopni do stopni 30. Co nie ma i tak istotnego znaczenia. Istotnego znaczenia nabiera natomiast instrukcja posługiwania się swoimi uczuciami. Masz instrukcję obsługi swoich uczuć w domu? Nie? Kup ją, jedyne sześćdziesiąt groszy, wyprzedaż, wiesz, bez vatu. W razie jakiejś awarii, bezpieczników, czy wycieraczek, w razie deszczu [słonego], będziesz wiedzieć co robić. Nie potrzeba mechanika, który zarząda 50 złotych za wizytę, czy nawet 60. Mówię Ci. Wpadam w rozpacz.

A postąpiłem według instrukcji.



skomentuj (17)

River. 2009-06-11 01:34:03

Jadę według przepisów kodeksu drogowego,maksymalnie 50 km/h w terenie zabudowanym,czuję,że się wlekę,a i tak wkrótce będę mógł prawdpodobnie jechać 30,jak w Szwecji,grunt,że mam czego posłuchać,jest noc,powinienem jechać pustą ulicą,ale tak nie jest;jadę tuż za ciężarówką,tak głośną,że aby usłyszeć coś,cokolwiek,ze swoich głośników muszę ustawić głośność niemal na maksa.Oczywiście soundtrack z ,,Między Słowami". Obviously.Wiem,zdaję sobie sprawę z tego,że powinienem go słuchać,jadąc taksówką,wracjąc w nocy z miasta u boku pięknej dziewczyny,czy popijając drogie wino,spędzając samotny wieczór w domu,lecz teraz również się sprawdza w swojej roli.Nie zrozumie tego nikt,kto nigdy nie prowadził w samotności auta w nocy.Jadę odebrać Cię z dworca,w końcu,po 2 miesiącach nieobecności na posterunku,czyli w swoim rodzinnym mieście,gdzie ja spędzam każdy niemal dzień i noc w oczekiwaniu na cud.Wreszcie odważyłaś się wrócić na stare śmieci,już myślałem,że Ci się to nie uda.Już późno,mówię,a Ty mówisz,nie pierdol.Wedle życzenia,jedziemy do Costy,tam,gdzie dla stałych klientów otwarty lokal jest zawsze.Wiadomo,Cafe Latte,Gorąca Czekolada,popielniczka.Zapalniczka z gołą babą na etykietce.Ja już sam nie wiem.Rozpoczynamy swego rodzaju grę wstępną,to znaczy-zarówno jak kochankowie,zanim rozpoczniemy danie główne,raczymy się w cudzysłowie przystawką, aperitifem,w postaci pytań jak podróż,jak zdrowie,jak samopoczucie i odpowiedzi na nie,na kwestii zasadniczej kończąc.A może rozpoczynając?W każdym razie tak,piję ostatnio sporo wina a Ty?Pamiętasz,jak je zwykliśmy pić niemal co piątek lub niedziela lub sobota lub poniedziałek lub wtorek u Ciebie?W towarzystwie zupełnie inaczej smakuje,niż w samotności.[pauza]Opowiedzieć Ci coś?Otóż ostatnio przeżyłem coś.. niezwykłego.Coś naprawdę,tak ekstraordynaryjnego,że nie mieści mi się to w głowie.Coś,co widywałem jedynie na filmach.Otóż,wyobraź sobie,jadę autobusem,no stotrzynastką,trochę,a w sumie bardzo zdenerwowany faktem,iż zapomniałem z domu mp3,wiesz jak to jest,stoisz przez kwadrans albo i dłużej i nie masz co robić,bo nawet podziwiać za szybą autobusową nie ma za bardzo co,kiedy wten..ujrzałem bodaj najpiękniejszą kobietę,jaką dane mi było zobaczyć.Jak to?-pytasz.No weź nie wkręcaj mi kitu,ściemy,prosze Cię.Jak to możliwe,że samym spojrzeniem,że w ogóle,doszedłeś do takiego wniosku?Przecież Ty od zawsze postulowałeś za tym,że wygląd jest po części zdeterminowany przez poznanie charakteru.Zgoda,ale mi sam wygląd absolutnie wystarczył.Patrzyłem się na Nią,obmyślałem w myślach,o czym bym z nią porozmawiał,co ona by mi odpowiedziała,na tych rozmyślaniach minęła mi cała podróż i aż nadto,gdyż dojechałem aż do pętli,razem z Nią..wyobraź sobie,zostałem na obcej mi pętli autobusowej,sam na sam z dziewczyną,której chciałbym zadać tyle niewłaściwych pytań..Szliśmy jakiś czas,w pewnym odstępie od siebie.W pewnym momencie nasze kroki wyrównały się,a ja,nie wiedząc kompletnie co powiedzieć,wyciągnąłem z kieszeni[dzięki Bogu mialem je jeszcze]mieszankę wedlowską,i poczęstowałem Ją.[Nasz wzrok,mój i Twój,wpatrzony w blat stołu,malowane drewno,błyszczące się,palisz papierosa,wypuszczasz dym nosem,nie lubię tego]Potem bach! i nagle stanęliśmy naprzeciw,wbrew pozorom cięzkiemu wyborowi.Okazało się, że..że My się niczym niemalże nie różnimy.Że w autobusie rozpoznałem Tego Kogoś,z kim mogę dyskutować całe noce o naturze ludzi,społeczeństwa,świata,a następnej jedynie dyszeć..Kogoś,kto pokaże mi te zespoły,których jeszcze nie poznałem,a które z pewnością mnie zachwycą,filmy,przy których się nic nie mówi,tylko po projekcji idzie się na papierosa w milczeniu,książki,które chciałoby się znać na pamięć.Wreszcie kogoś,kto mi powie,że dzięki mnie stanie się Królową i zdobędzie Świat.I że tego właśnie pragnie.Ze wzajemnością..Nagle,w pewnym momencie,ów Świat przestał istnieć.Zniknęli ludzie,zniknęły autobusy.Zostały tylko nasze dłonie.I oczy.

I wtedy się obudziłem.

skomentuj (12)

Turn. 2009-05-10 01:08:36

Pamiętam.
Czy słowo ,,randka'' jest Ci znane, czy jesteś z nim zaznajomiona? - Tak, jestem, byłam..gdzie ludzie chodzą na randki? -Na kawę; Amerykanie, choć ostatnio i Polacy, do Starbucksa, my natomiast chodźmy w jakieś odludne miejsce, na jakieś pola, łąki, ławeczki, mam w plecaku termos z kawą i dwa kubki, jeden z Kubusiem Puchatkiem, drugi z Prosiaczkiem, który wolisz? - Zgadnij. Podświadomie musiałeś wiedzieć, że Irys to mój ulubiony cukierek z tej ogromnej i prawieżeniezliczonej mieszanki wedlowskiej, wobec czego powinieneś też zgadnąć kubek, z którego wypiję Twoją, Naszą, kawę. - Prosiaczek. - Wygląda na to, że wkrótce będziesz odgadywać moje sny.

Pamiętam..
Jakiej muzyki słuchasz? Czy wiesz, że kilka godzin temu zadawałem Ci to pytanie w myślach bardzo wiele razy i sądziłem, iż dałbym sobie uciąć którąś z kończyn, żeby tylko móc Ci je zadać? Czy wiesz, że ja do tej pory nie wierzę w to wszystko, że Ty, że ja, że w ogóle? Czytałaś kiedyś Borgesa? Oglądałaś ,,Reprise"? Leciałaś kiedyś samolotem? Kim Ty w ogóle jesteś?..
- Ja?..ja słucham Muzyki. Nie gatunków. I niestety nie wyślesz mi zaproszenia na last.fm, ponieważ nie mam już tam konta. Mam bilet na koncert Radiohead, naśmiewam się ze sforumułowania ,,indie rock'', kiedy jestem pijana słucham tych utworów, których na trzeźwo boję się słuchać,a które są generalnie bardzo smutne, na trzeźwo słucham nowych, do tej pory nieznanych mi rzeczy. Ostatnio The Magnetic Fields, znasz? ,,Reprise".. Znam na pamięć większość dialogów. Zawsze, ale to zawsze mam gęsią skórkę, kiedy jest zbliżenie na łopatkę Kari, kiedy spotyka się z Philipem, Ty też tak masz..? ,,Pierre Menard, autor Don Kichota'' sprawił, że znów uwierzyłam w literaturę, a w samolocie myślałam tylko o tym, żeby mi nie rozsadziło zaraz uszu. Hej, dlaczego się mi tak dziwnie przypatrujesz?

Pamiętam?
Możemy jeszcze zawrócić, zanim to wszystko Nami zwładnie, zanim nie będzie już powrotu, możesz wsiąść w taksówkę, w samolot, w autobus, ubrać nowe Adidasy i pobiec niewiadomogdzie, zanim powiesz : nie potrafię bez Ciebie żyć i nie mam pojęcia, jak to jest nie mieć Ciebie. Staniesz się niewolnikiem.- Stanę się Królową. -Przemyśl to, co na to rząd, społeczeństwo, co na to debata publiczna Twojej głowy? -Nigdzie nie idę.

Nie pamiętam.

skomentuj (11)

Flop. 2009-03-24 10:06:38

Nie wiedzieć jak i kiedy, nagle znaleźliśmy się w pustym autobusie na pętli, ja cały czas stojący i ukradkiem zerkający w Twoją stronę, Ty wpatrzona w szybę. I było w tym coś mistycznego - no przecież ja nigdy jeszcze nie byłem na tej pętli, a już na pewno nie sam na sam w autobusie z kimś, z chciałbym porozmawiać; pierwszy raz wpatrzony wzrok w szybę stał się wzrokiem przepełnionym czułością a ludzie w autobusie zniknęli w mgnieniu oka. Kierowca bełkocze przepitym głosem ,,wysiadać" i turla się ze swojej kabiny na chodnik gdzie, leżąc na owym chodniku, odpala resztkami sił papierosa, jak gdyby wrócił z Wietnamu. Przepuszczam Cię w drzwiach..uśmiechnęłaś się?! Nie wiem tego na pewno, nie miałem, nie mam odwagi spojrzeć Ci w oczy, w ogóle jakoś nie mam nawyku patrzenia ludziom w oczy, co nie jest do końca okej, ale pracuję nad tym. Tylko jak tu patrzeć w oczy Światu? To nie lada wyzwanie, n'est pas? Ludze chodzą po chodniku na czworaka, niektórzy czołgają się, zrywają trawę i podarowują sobie nawzajem. Masz buty Nike, ale nie te takie przehype'owane tylko takie, których jeszcze nie widziałem, granatowe jeansy, płaszcz, i łagodnie opadające na ramiona włosy. Dalej nie rozumiem, w jaki sposób wyróżniasz się na tle innych dziewcząt posiadających łagodnie opadające włosy na ramiona. Idę metr albo dwa za Tobą, ale chyba zaraz Cię dogonię. Jeśli Cię dogonię, spojrzysz na mnie, a ja będę musiał spojrzeć na Ciebie, bo tak się właśnie chyba robi. I co dalej? Będzie trzeba coś powiedzieć. A jeśli nic nie powiem i Ty nic powiesz? Może odnajdziemy się w tym niepretensjonalnym milczeniu i chwycimy się, porozumiewawczo, bez słowa za ręce i pozostaniemy jedynymi na Ziemi ludźmi, którzy potrafią zrozumieć się milcząc. I chodząc na dwóch nogach, w pozycji wyprostowanej. Może...Jeśli tak zrobię, zaryzykuję wszystko. Ale mogę wygrać życie. A przegrać? Też życie, na parę dni, tygodni, kto wie. Lepiej nie stawiać wszystkiego na tę jedną kartę. Wyrównuję się z Tobą i już odwracasz do mnie wzrok i otwieram buzię, żeby coś jednak powiedzieć, jednakże nie mam odwagi w milczeniu spojrzeć Ci w oczy i w sumie nawet jeszcze nie wiem, co powiem, co chciałbym powiedzieć, wiem jedynie, że to musi być coś, co zdefiniuje tę Naszą wspólną podróż, to nie może być jakieś zwykłe ,,cześć", ordynarne ,,co tam", płytkie ,,ładna pogoda,co", ani tym bardziej jakieś pierdolenie o przeznaczeniu, o byciu sobie pisanym, o upadku z nieba, to dla słabeuszy, i w momencie, kiedy chcę zapytać : Chcesz cukierka? i wyjąć kilka z tej mieszanki wedlowskiej, ktoś zaczął nieopodal strasznie wiercić wiertarką tak, że zagłuszył moje pytanie i szeleszczenie w kieszeni. Zmrużyłaś oczy, jakby Cię ten hałas lekko zabolał. Po paru metrach wiecenie ustało a ja, jak jakiś matoł, zapytałem : Nic Ci nie jest? Popatrzyłaś na mnie lekko zdziwiona, może nawet przestraszona.. Pokazałem Ci tę mieszankę cukierków na dłoni i spytałem : Chcesz jednego? Po chwili milczenia, a to milczenie to było coś o czym nawet Szekspir by nie umiał napisać..uśmiechnęłaś do mnie się. I wzięłaś Irysa. Mojego ulubionego. Na szczęście miałem jeszcze jednego dla siebie. Te papierki, upchnięte na dnie kieszeni, będą mi o Tobie przypominać do końca wszystkiego.

skomentuj (10)

Przed flopem. 2009-03-02 11:17:39

W autobusie tłok jest ogromny. Akurat zapomniałem ze sobą zabrać mp3 z domu, szkoda, chciałem w końcu przesłuchać najnowszą płytę tego genialnego zespołu Asobi Seksu, uwielbiam patrzeć przez szybę na pędzący świat, słuchając tak spokojnych i stonowanych melodii. Jestem zatem zdany na zwykłe radio, które to bezczelnie zakłuca spokój podróżnych. ,,Jest około za kwadrans jedenasta. Na program zaprasza producent Chujwieczego, dostępnego tam i tam, za taką i taką cenę. Jest dokładnie za kwadrans i trzydzieści sekund jedenasta. W naszym studiu gościmy dzisiaj pana posła Takiego Itakiego. Jest dokładnie za kwadrans jedenasta. Panie pośle, co Pan sądzi na temat Kryzysu jest około za czternaście minut jedenasta. Czternaście? Panie Redaktorze, według mojego zegarka jest za trzynaście. Kryzys..mmmmyyyyyyyy....yyy...w Polsce...yyy...mmm. Za dwanaście minut i czterdzieści sekund jedenasta." Ludzie przytakują. Ty nie przytakujesz. W zasadzie po prostu stoisz bez ruchu. Ten bezruch jest bardziej przepełniony ruchem niż jakikolwiek sprint. Nosz kurwa mać, dlaczego nie wziąłem tego mp3, dlaczego. Gdybym tylko nałożył słuchawki i słuchał tego aksamitnego, wyciszonego głosu Yuki Chikudate, patrząc na Ciebie, o wiele łatwiej przyszłoby mi się w Tobie zakochać. Muzyka chyba najbardziej stymuluje u mnie te wszystkie ośrodki odpowiedzialne za emocje. To kobiety powinny robić ten pierwszy ruch, tak mi się zdaje. Nie, nie zdaje mi się, jestem tego pewien. To mężczyźni są nieśmiali, to oni powinni być w sobie rozkochiwani. Ciekawe, czy gdyby role się odwróciły, czy byłyby wśród kobiet typy maczo. ,,Nnnooo czeeeść, maleńki. Co tam? W chuj nuta, nie? Czemu się nie gibasz? No, dalej, ruszaj tymi swoimi łydkami, kręć mi dupą, masz zajebistą dupę." Wyobrażasz to sobie?-chciałbym się Ciebie zapytać. Nie zapytam, stoisz. Zdajesz się być w tym słynnym już nastroju nieprzysiadalnym. Nie mam pojęcia, o czym myślisz, ciekawe, czy gdy się już w sobie zakochamy do granic szaleństwa, do przegryzania w szale pożądania sobie warg, pozostawiania śladów paznokci na udach, i nie tylko, ciekawe czy bez trudu będę w stanie odczytać Twoje myśli. Póki co koncentruję się na swoich. Szczerze mówiąc nie mam, a przynajmniej tak mi się zdaje, obecnie nic do zaoferowania, nic, czym mógłbym zawojować świat. Świat, czyli Ciebie. Bo Świat to aktualnie ten wzrok wpatrzony w szybę. Gdyby któryś z pasażerów podszedł do mnie i spytał : Piękna, prawda? Przepiękna, odpowiedziałbym, jak Paryż nocą, jak dopiero co wydrukowana książka w twardej oprawie, jak Rafa Koralowa w Australii, jak Kapadocja w Turcji, czyli jak nic, co w swoim życiu widziałem, a co uważa się za najpiękniejsze w ów Świecie. Ciekawe, jak pachnie Jej szyja, zwilżona ciepłym oddechem.. Ciekawe, jakie filmy ogląda z zapartym tchem, jakie książki czyta do czwartej nad ranem. Dlaczego mam taką chęć dowiedzenia się tego wszystkiego? Świat to dla mnie teraz rozmowa z Tobą o tym wszystkim. Stoisz. W autobusie tłok był ogromny.

skomentuj (16)

..to get older still. 2009-01-07 21:28:24

No i jak się ma Twój domek z kart?Nie rozwalił się pod wpływem wiatru?Już stawiasz nowy?No weź,co tak szybko.Nie słuchasz mnie,siedzisz,klęczysz,układasz te karty,odmawiasz odpowiedzi i uważasz,że jesteś wspaniały,oddany sprawie.Czasem zdarzą Ci się przebłyski i wtedy płaczesz,wmawiając sobie i innym,że to ze śmiechu.No tak,jak na Ciebie patrzę to też chce mi się płakać,choć nie ze śmiechu już.Wiem,że nie da się wejść w czyjąś główkę i zrozumieć wszystkiego,choćbyś nie wiem jak próbował nie sprawisz,że Cię w pełni zrozumiem,bo kimże ja jestem,żeby rozumieć ludzi.Nie rozumiem siebie,to co dopiero Ciebie.Mógłbym iść za Tobą i zobaczyć ten dym z komina obok szpitala,który to jest spowodowany spalaniem odpadków,trupów raczej nie.Idziemy dalej,widzimy to rondo,te takie speszyl,tak,bo tu dużo się działo i pięknie wygląda w nocy.Stajemy pod wejściem do Castoramy i czujemy kebab,jakby podświadomie na kogoś czekamy..E,nie,zdawało mi się,dobra,idziemy dalej.Patrzysz na Nią,jedno szybkie zerknięcie w oczy,drugie na dłoń,pomalowane paznokcie,ciekawe,jak by się ułożyły na mojej skórze,myślisz,ja też o tym myślę.Usta układają się jakby do pocałunku,ale nie,fałszywy alarm,to tylko grymas towarzyszący zamyśleniu.Mogę Ci powiedzieć,o czym Ona myśli,ale nie powiem,to by było nie fair.Powtarzasz w głowie wiersz Leśmiana,ten,co zawsze dreszcze powodował i tam było na końcu ,,w śpiewnych falach twojego, co mnie kocha, głosu..",ale nie powiesz Jej,to zbyt banalne,rozumiem Cię w sumie,tylko..albo nic,nic już.Siadacie na ławce i palicie papierosy.Ja też jednego odpalam,choć mówiłem,że nie palę.I wtedy mnie uderza ta ciężkość powietrza i słyszę bicie Twojego serca,w pewnym momencie na sekundę albo dwie zaczynają bić tak samo,Twoje i Jej,ale..ale nie,pomyliłem się.
Tak,mogę Cię zobaczyć,co robisz jak i gdzie.O czym myślisz.Twoje wspomnienia też mogę zobaczyć.Ale nie krztuszę się ani duszę czując niektóre zapachy albo słysząc pewne piosenki.To chyba tylko przywara ludzi.Albo aż?W każdym razie,ten domek.A, już rozumiem.On nie jest dla Ciebie,tylko dla wszystkiego innego.Ty sobie idziesz,liczysz na to,że po drodze zobaczysz Jej domek.Nie powstrzymasz się przed wejściem do środka.A wtedy usiądziecie sobie,nadzy,przy stole,zapalicie papierosa,wypijecie wino,herbatę,barszcz,powspominacie ten Wasz stary dom.Być może nawet zobaczycie dym z jego komina...

skomentuj (12)

Foggy, prawda? 2008-12-12 23:10:37

Prawda, Foggy. Misty. Mgliście. No po prostu, grudzień, równie jak listopad, niemalże koniec świata, lecz nie jak Świetlicki odwrócony plecami, tylko odwrócony twarzą do, no właśnie - do czego? Rachunków, książek, no, ale nie bawmy się w wymawianie ładnych słów jak Peszek Maria. I stawianie nazwisk z przodu jak Masłowska. Było to tak: był sobie ktoś płci męskiej, była sobie ktoś płci żeńskiej. Obie płcie się nie znały za dobrze, jedynie z opowieści, lecz nadarzyła się okazja, z której nie wiedzieć czemu skorzystali, może to ta ławka, może to te rysy na ekranie od mp3..może słuchawki za 4,99zł z kiosku.Słońce?Davidoffy?Brudne buty, smutne oczy, miliony szczegółów, które ciężko zapamiętać a które chciało by się pamiętać, być może dla szpanu, bo można wymienić sto parę rzeczy których z reguły się nie pamięta a jednak, zapamiętało się, ale to takie smutne podejście, tak naprawdę to chciałbym pamiętać, bo szczegóły to jednak są potrzebne. Ogół jest zły, uogólnianie jest złe, szczegóły nie. A diabeł niby w tych szczegółach tkwi. [pauza] Wszystko wydało się jakby wycięte z tektury. Pociąg, i taki normalny i taki nienormalny. Pierwsza klasa, pierwsza klasa uczuć, druga klasa z przedziałami. Wszystko fajno fajn i w ogóle. No i Bóg. Tak, był Bóg, był. Ale czegoś ewidentnie zabrakło.

skomentuj (6)

Najzwyklejsza noc na Ziemi, z innej perspektywy, 4 2008-10-15 12:51:23

Nasz czas dobiega już końca,w zasadzie wszyscy mają jakieś tam swoje czasy,które prędzej czy później dobiegają końca.Związki,zakochania,wojny,zazdrość,filmy,płyty,sława, można by tak bez końca.Wszystko ma swój czas i ma swoje miejsce,podobno.Ja też go miałam.To znaczy i Czas, i Jego.Ty miałaś czas dla mnie,ale jego też już będzie.Bo to jest tak,że..że wpierw jest świat, a następnie świata już nie ma.Są wszechświaty niemowlęce,są też karłowe,był też Nasz świat,najpiękniejszy ze wszystkich.Co z tego,że wszyscy tak mówią o swoich małych światkach?Oni nie krztusili się ze szczęścia,jak ja.Nie obierali sobie nawzajem pomarańczy,przyrzekając dozgonną miłość.Czym jest miłość?Nie wiem.Pewnie nikt tego nie wie.On wiedział.Wiedział i wytłumaczył mi ją.Nie definicją,zrobił to o wiele piękniej.Gestami,zwrotami,dotykiem.Już po samym jego wzroku można było powiedzieć bez trudu,że jest zakochany.Różnica między faktyczym kochaniem a byciem zakochanym?Nie wiem,być może jest jakaś,ale miłość to chyba nie chemia.Próbuję,chcę w to wierzyć,ale wpisując hasło ,,miłość" na wikipedii chce mi się płakać.Wiem i zdaję sobie z tego sprawę,że ludzie lubią,chcą,może nawet muszą wiedzieć,znać,definicje,opisy,gramatyki opisowe i kontrastywne,fonetyki i fonologie,składnie i morfologie.Ludzkość zmierza do zagłady,zgładzą sami siebie własną wiedzą i regułką.Kto mieczem wojuje,od miecza ginie..Tak,wciąż widzę Go.Pomimo takiego upływu czasu nie dociera chyba do mnie,że Nasz czas dobiegł końca.O,zobacz,właśnie przewrócił się na drugi bok.Zobacz,jak leży w tej pozycji embrionalnej.Choć wcale nie wygląda jak embrion.Wygląda..wygląda jak Życie.Minęły już 4 lata od jego śmierci,a ja wciąż widuję te takie drobne sceny z Naszego życia.Kiedy tak naprawdę mija czas i kończy się wszystko?Nie wiem.Pozostały po Nim bilety do lepszych miejsc na świecie,wyschnięte,zwiędłe kwiaty,czasem nawet zapachy sobie potrafię przypomnieć..mam też tę noc,wtedy,co pojechałam z koleżankami,a kiedy wróciłam położył mi swoją głowę na udach.Najzwyklejszą na świecie.Z definicji.

skomentuj (4)

Najzwyklejsza noc na Ziemi, z innej perspektywy, 3 2008-09-17 13:21:54

Zawsze kiedy wychodziłam na noc..no dobra,nie zawsze,ale zazwyczaj,zapraszał do siebie swoich przyjaciół.Nie miał ich zbyt wielu,ale wypowiadał się o nich jako o ,,oddanych''.Poznałam ich kiedyś.Zrobili na mnie dobre wrażenie ściskając mi pewnie i mocno dłoń przy przywitaniu,gdyby ujęli mi ją szarmancko i pocałowali,jak to robiono kiedyś uznałabym ich za szajbusów.Przecież te czasy już dawno,a może i nie tak znów dawno,minęły.Teraz kiedy ktoś tak robi,to albo jest jakimś cwaniaczkiem,który chce mi zaimponować szykiem i stylem[zazwyczaj parę chwil później wypala jakąś głupotę w stylu ,,(...)no,i wiesz,poszłem tam z nimi i wzięłem ze sobą parę złociszy"],albo..jest Nim.Kiedy jeszcze nie mieszkaliśmy razem zawsze,pomimo,że mieszkałam dość daleko od Niego,odprowadzał mnie pod sam dom a na pożegnanie całował mnie w dłoń.Parę miesięcy później całował mnie już też w nadgarstki..Tak,myślałam tamtej nocy o Nim.Wiesz,nie było wiele takich godzin w ciągu każdego dnia,w trakcie których nie myślałabym o czymś,co miało z Nim związek.Kiedyś,kiedy też przechodziliśmy przez ten duży kryzys,uświadomiłam sobie,jaka byłam na samym początku głupia.Zupełnie jak Meryl w ,,Godzinach'' myślałam,że skoro już jesteśmy razem,to właśnie teraz zaczyna się szczęście i że teraz będzie już tylko lepiej.W momencie,kiedy zamknął za sobą drzwi dotarło do mnie,że to nie był początek,tylko,że to właśnie tamten moment,że TO było szczęście.I uświadomiłam sobie,że nie można już tak więcej myśleć.Znasz to uczucie?Kiedy nie odbierał telefonu wypłakałam tyle łez,ile przeciętny maratończyk wylewa z siebie wody w formie potu kiedy bierze udział w zawodach.Zamiast pocieszać samą siebie,zaczęłam pocieszać przedmioty w mieszkaniu,które po jego odejściu stały się takie smutne..Mówiłam do mokrej ścierki,żeby już nie płakała,że wszystko będzie dobrze,głaskałam przygnębionego misia po główce i obiecałam,że On już wkrótce wróci.Wrócił.Z bukietem bzów.Chyba tylko raz powiedziałam Mu,ukradkiem,że bzy to moje ulubione kwiaty.Nie pamiętam tego wieczora,pamiętam natomiast ranek.Opowiadał mi,jak kiedyś był nad morzem.Miał chyba pięć lat i pojechał tam z rodziną oraz przyjaciółmi jego rodziny.Mieszkali w drewnianym domku położonym około kilometr od plaży,w którym mieszkały też chyba wszystkie możliwe owady,które żyją w Polsce.Denerwowały go te kurorty nadmorskie,żalił się,że w trakcie sezonu nie można tam znaleźć ani jednego wolnego miejsca,że ten domek musieli rezerwować dwa miesiące przed przyjazdem,czyli na logikę rzecz biorąc,standard powinien być przynajmniej wysoki.A nie był.W nocy budziło go chrapanie jego taty,za dnia uciekał przed osami,na których żądła miał i ma do tej pory uczulenie.Pokazywał mi swoje zdjęcie z tamtych wakacji.Był taki słodki..W każdym razie dzień starali się spędzać na plaży,jako,że w domku nie dało się wysiedzieć a w mieście każdy centymetr kwadratowy był zajęty przez gawiedź ze wszystkich stron Polski.Któregoś dnia Słońce zaczęło zachodzić za chmury a wiatr począł się wzmagać.Nie zaczęło padać więc nie myślał nawet o tym,żeby wyjść z wody.Jednak w pewnym momencie fale zaczęły przybierać na sile i wyniosły go daleko od brzegu.Wyobraź sobie-pięciolatek,który nie umie jeszcze za dobrze pływać,oddalony od brzegu,bez gruntu pod nogami..W pewnym momencie woda zaczęła mu wpływać do ust bez jego woli a on jedynie krzyczał ,,ratunku!".Jakiś obcy pan migiem podpłynął do Niego,chwycił Go za rękę i pomógł dopłynąć do brzegu.Nigdy więcej już go nie spotkał.Ale ten dzień zapamiętał do dziś.Kiedy mi to tak opowiadał,głaszcząc mnie delikatnie po zewnętrznej stronie dłoni,zrozumiałam,że nie można liczyć na jeszcze większe szczęście,bo..ono już nastało.Znasz to uczucie..?Pytasz,czy to nie była przypadkiem radość?A jak zdefiniujesz radość i szczęście?Co z tego,że nie studiujesz filozofii?Ja też nie.Ale przynajmniej znam to uczucie bezgranicznego spełnienia.

skomentuj (8)

Najzwyklejsza noc na Ziemi, z innej perspektywy, 2 2008-08-09 22:13:14

Zaraz,o czym to ja miałam..Ah tak,ten Czas. Widzisz,bo z tym Czasem to jest jak z opryszczką - dostrzega się go dopiero po czasie.Takie masło maślane,ale wiesz,o co mi chodzi.Pojechałam na tę dyskotekę,no wiesz,wtedy,co taki mały kryzys przechodziliśmy.Nie miałam ochoty na siedzenie w domu,milczenie,leżenie,patrzenie w sufit razem z Nim[chyba był mistrzem w czekaniu na koniec świata],więc wybrałam się z przyjaciółkami.Wzięłam od niego 20 złotych na taksówkę,miałam cichą nadzieję,że mi odmówi,ale zawiodłam się.Boże,dlaczego On nigdy mi się nie stawiał..?Nie zrozum mnie źle,gdybym go poprosiła,żeby sprzedał swoje filmy,na pewno by odmówił.Chociaż kto wie..Widzisz,jestem jakby w kropce.Z jednej strony urzeka mnie jak nikt swoim romantyzmem i pomysłami,zapewnieniami,że zrobiłby dla mnie wszystko,a z drugiej denerwuje tym,że..naprawdę by zrobił.Może się wydawać szalone,mam tego świadomość,ale zrozumiesz,jak pobędziesz z takim mężczyzną przez rok.Po pewnym czasie zaczynasz marzyć,żeby w końcu powiedział : Nie,nie zgadzam się,odwal się.Naprawdę dziwnie skonstruowani są ludzie.W każdym bądź razie jadąc taksówką śmiałyśmy się i rozmawiałyśmy o bzdurach,taksówkarz wydał się miły,lecz kiedy opowiedział nam dowcip : Czym się różni rosyjska prostytutka od pizzy?-Tym,że to drugie możesz zamówić bez grzybów,zamilkłyśmy przerażone.Na dyskotece,jak to na dyskotece.Nie jedzie się posłuchać muzyki,tylko potańczyć,pobyć ze znajomymi.Oczywiście,że marzyłam,aby tam ze mną był,choć raz..Wypierał się,że nie umie tańczyć,że to obciach tam być,takie tam.Nie to nie.Siedzimy sobie w 6 osób przy stoliku,idę po drinki.Czuję wzrok co drugiego faceta na moim tyłku,nawet tych,co są ze swoimi dziewczynami.Barman ni to uprzejmy,ni to chamski-jak gdyby nie chciał tu w ogóle być.Mówię mu,że chcę 6 krwawych mery,on przynosi mi 5 blue velvet.Gdy próbowałam je donieść do stolika,potknęłam się przez nieuwagę o jakiś but z frędzlami i wywróciłam wszystkie drinki.Nikt mi nie pomógł posprzątać,oprócz moich przyjaciółek.Zamówiłam jeszcze raz,płaciłam ze swojej kieszeni,tym razem udało mi się donieść.Po spożyciu poszłyśmy na parkiet.Oczywiście jacyś delikwenci próbowali nas uwieść.Bez skutku,oczywiście.Bo jak może na normalną dziewczynę zadziałać tekst : Te,lalunia,nieźle się gibasz ?Albo : Skoczysz ze mną do auta? Trochę potańczyłyśmy i poszłyśmy z powrotem do stolika.Wszyscy,jak jeden mąż,tańczyli identycznie.Wszystkie toalety damskie zapchane.Mężczyznami,oczywiście.Nie pytaj,co tam robili.I jakby tego było mało,na sam koniec G. powiedziała jednemu,żeby się odwalił.Nie dość,że upity jak świnia,to jeszcze z jakimiś kiczowatymi tatuażami i po solarium.Chciał ją siłą zaprosić do tańca,chwytając za tyłek.Uderzyła go twarz.Oddał jej.Nikt nie zareagował.Nawet ochrona,składająca się z facetów.Musiałyśmy same przyprowadzić go do porządku.Gdzie ci prawdziwi mężczyźni się podziali?Wiesz..po tym wieczorze jestem pewna,że jeden z nich co dzień zasypia przy moim boku.

skomentuj (10)

Najzwyklejsza noc na Ziemi, z innej perspektywy. 2008-05-31 11:52:26

Sama nie wiem, jak to się stało. Dyskoteka? Tak, owszem, byliśmy na jednej. Czy na dwóch nawet..zanim zaczął się kręcić z tym towarzystwem dziwnym z Internetu, zawsze uważałam, że za dużo przed tym komputerem siedzi. Tak, poznaliśmy się w dyskotece, była osiemnastka mojej koleżanki z klasy, okazało się, że też go zna. Widziałam, jak siedzi w kącie, w jednej z tych ław przytwierdzonych do stolika przy ścianie. Siedział, trzymał w ręku Komandosa[do tej pory nie mam pojęcia, jak to można pić], obgryzał paznokcie. Był taki niewinny.. podeszłam i zapytałam, czy ma ognia. Udałam, że zapomniałam papierosów, żeby zobaczyć, czy mnie poczęstuje i, co najważniejsze, jak to zrobi. Niczym gentleman, wyciągnął paczkę z wystającym jednym papierosem w moją stronę, po czym odpalił mi go, pomimo obgryzionych paznokci miał bardzo zadbane dłonie, ładnie pachnące, być może frezjami... Dalej pamiętam tylko jak leżeliśmy rok później, czy dwa, w jego łóżku, przytuleni, jak opowiadał mi o swojej fascynacji filmami, że dla niego obraz może przedstawić o wiele więcej niż słowa, owszem, literatura, bardzo przydatna i fajna rzecz, ale film. Film. Nasze półki były wypełnione płytami DVD i magazynami ,,Kino" czy ,,Film". Styczeń, luty, maj. Marzec gdzieś po drodze. Nie zauważyłam nawet, kiedy On i ja już przestaliśmy być Nim i mną, tylko Nami. Czytaliśmy razem w Internecie artykuły o antykoncepcji po tym, jak zaczął mi się spóźniać okres. Był tym taki przejęty.. Wtedy chyba po raz pierwszy mu powiedziałam, że go kocham. To też mi się bardzo podobało : że niemalże nigdy nie mówiliśmy sobie, że się kochamy- ograniczaliśmy używanie tego słowa do minimum. Zamykaliśmy drzwi na klucz, konstruowaliśmy barykady przed światem, jedliśmy lody i gofry, które pomimo tego, że nie były zrobione jak trzeba smakowały najlepiej na świecie, On brał na język lody waniliowe i pokazywał mi jak smakują..a po tym wszystkim, jak już Nas bolały brzuchy, ze śmiechu i od nadmiaru słodkości, kładliśmy się spać, jak małe dzieci, i spaliśmy do późna. Wyobrażasz to sobie?! Raz potrafiliśmy robić ,,to'' przez całą noc, a raz, po prostu zasnąć i spać, zupełnie, jak małe dzieci. Chyba ten okres wspominam najlepiej. Jak byliśmy małymi dziećmi.. Niezapowiedzianie, ni stąd ni zowąd, przyszedł Czas. Ten Nasz największy wróg. Przyszedł, i jak gdyby nigdy nic, rozpanoszył się w Naszym życiu. Zaczął dyktować warunki. Nabijał się z Nas. To chyba przez niego pierwszy raz zwróciłam Mu uwagę, żeby opuszczał klapę od toalety bo to takie przecież odrzucające. Albo żeby sprzątał po sobie kabinę prysznicową, bo pełno po nim włosów. Denerwowało mnie, jak puszczał swoją muzykę za głośno. Nie rozumiem, jak można słuchać takich brzdęków, takiej..takiej smutnej muzyki. On natomiast twierdził, że za dużo przesiaduję w łazience, bo kiedy przychodzą do Niego znajomi i piją piwo, nie zdarzało się to często, na szczęście, chciało im się siku, a nie mogli. No ale, powiedz, co ja poradzę na to, że muszę się wykąpać, ogolić nogi i ogolić się pod pachami, zrobić sobie peeling, nałożyć odżywkę na włosy, zdjąć makijaż, nałożyć krem nawilżający, przecież wiesz, ile to czasu zajmuje. Zaczęłam wychodzić z przyjaciółkami, częściej, niż kiedyś. Dlaczego mam sobie odmawiać? Do niego przychodzą koledzy, to ja też mogę wyjść do znajomych. Prawda..? I on stroił jakieś dziwne fochy. Dziwiło go, jak mogę się bawić w dyskotekach. ,,Też sam się kiedyś w nich bawiłeś"-wypominam Mu. ,,No tak, ale to było co innego, to były osiemnastki i w ogóle..", no dobra, fakt faktem, sama przyznasz, że taki związek zaborczy nie jest czymś dobrym, kiedy żadna ze stron nie może się pobawić bez tej drugiej strony. Ja mu nie bronię, kiedy chce wyjść na jakiś tam swój koncert. Zawsze śmierdzi papierosami jak wraca. A prosiłam go, żeby nie palił. Czy jestem szczęśliwa? Owszem.. ale mógłby czasem mi odgarnąć grzywkę z twarzy, jak zakładam kozaki, jak to robił kiedyś. Tak bardzo to uwielbiałam..

skomentuj (6)

Najzwyklejsza noc na świecie, 4 2008-04-20 22:04:33

W międzyczasie obejrzeliśmy jeszcze jeden film lyncha ,,zagubiona autostrada'',co nie było dobrym pomysłem,jako,że żaden z nas nie zrozumiał do końca fabuły tegoż dzieła,zwłaszcza,że była już godzina raczej przeznaczona jedynie dla nocnych marków,do których specjalnie nie należymy,a więc po półgodzinnym leżeniu na podłodze,patrzeniu się w sufit i dywagacjach na temat artystów;kto nim jest,a kto nie,P. i R. pożegnali się i wyszli,zostawiając mnie samego w pustym,ciemnym mieszkaniu,w którym jedyne,co dało się słyszeć to jakiś szum w rurach łazienkowych i milesa davisa z głośników,tych samych,co na samym początku,ale już nie tym samym,dopijam szklankę z winem,robię porządek w kuchni,dopalam ostatniego papierosa i stwierdzam,że najwyższy czas się kłaść,patrzę jeszcze tępym wzrokiem na komórkę,licząc,że jakimś swoim magicznym spojrzeniem sprawię,że przyjdzie sms,albo chociaż jakaś króciutka strzałka,jednakże nic z tych rzeczy się nie dzieje,zaglądam do skrzynki odbiorczej,mam w niej wciąż sms'y od Niej,sprzed 2 lat,zachowuję je dla takich chwil jak te,kiedy niemiłosiernie jest mi Jej brak,otwieram je i recytuję z przymkniętymi oczyma z pamięci,powtarzam czulej niż jakąkolwiek epopeję narodową,dla mnie wtedy nie ma żadnych hymnów narodowych,żadnych patetycznych pieśni wywołujących wzruszenie,są jedynie te krótkie sms'y,najdziwniejsze jest jednak to,że w momencie,kiedy je dostałem nie czułem powagi tej sytuacji,że to one tak mnie odmienią i moje stany świadomości,tym bardziej Ona tego nie wiedziała i nie wie do tej pory,Ona kasuje moje sms'y dzień po tym,jak je dostaje,z resztą,nie pamiętam,kiedy ostatnim razem sms'owaliśmy,jak kiedyś,przez całą noc,teraz,kiedy mieszkamy razem,nasze rozmowy wyglądają czasem jakby wyjęte z Sieci,brakuje jeszcze tylko,abyśmy zaczęli przestawać używać polskich znaków i zwracać się do siebie:,, czesc kochanie'',nie no,coś musi się zmienić,myślę,i nagle słyszę,jak drzwi się otwierają,jednak nie słyszę żadnych odgłosów,żadnego rozporka od kozaków,palta,nic,więc wstaje i idę w stronę przedpokoju,no drzwi stoją otwarte,ale nikogo tam nie ma,więc niepewny wychodzę boso na klatkę,i przez chwilę zastanawiam się,gdzie ja w ogóle jestem,przecież to nie mój blok,nie moje kapcie,nie moje ręce,nic nie jest moje,jestem w obcym świecie,jedna rzecz jedynie jest znajoma,mianowicie widok z okna w tej śmierdzącej klatce,widzę nasze podwórko i Jej zapach też poznaję,kieruję się w strone wyjścia,kiedy nagle dostaję sms'a od P.,że Ona miała wypadek,że zabrała ją karetka,że jakiś samochód,nie widzę reszty bo komórka mi wypada z rąk,podnoszę ją,ale jest wyłączona,szybko ją włączam ale ręce tak mi się trzęsą,że nie mogę wbić kodu pin,wybiegam szybko na dwór,przed naszym blokiem tłum,jakiego nigdy chyba nie widziałem,stoją jakieś samochody i milczący ludzie,poubierani,jak gdyby wracali właśnie z kościoła,możliwe nawet,że tak było,ale nie wiem,bo nie mam pojęcia,jaki jest dzień tygodnia,nic w tym momencie nie wiem,po prostu nogi mnie same kierują w stronę tłumu,mam takie przebłyski myśli,jakie dziwne zasady rządzą tym tłumem,że człowieka zawsze ciągnie tam,gdzie jest zbiorowisko ludzi,może po to,aby nie czuć się samotnym,a może po to,że nic w tych marnych żywotach ludzi się nie dzieje i łapią wszelką okazję,ażeby jednak coś się wydarzyło,jak wypadek kogoś,kogo się kojarzy z bloku albo podwórka,no to by dopiero był czad,można by o tym mówić znajomym aż do starości,a potem swoim wnukom,że było się na miejscu wypadku,że znało się ofiarę,była taka i taka,ubierała się tak i tak,nigdy w życiu nie zamieniliśmy słowa,ale to przecież nieważne,grunt,że coś jej się stało,ludzie chyba lubią się czuć podziwiani,najśmieszniejsze jest jednak to,że to ewentualni bohaterowie,ci,którzy walczyli o życie tejże ofiary,pozostają w cieniu,liczą się tylko ci,którzy mają język nie od parady i lubią ubierać historie,które się zdarzyły w niesamowite wdzianka,kolory,etc.,docieram do tego tłumu i już słyszę szepty,podniecone,szybkie,jaka ładna dziewucha,że mieszka tutaj,że ci dzisiejsi kierowcy,podchodzę bliżej i podbiega do mnie P.i mówi,że jest źle i że nie powinno mnie tu być,jak to,pytam,gadaj co się stało mówię,a on że kurwa,że totalna masakra,ma łzy w oczach,i ja też już mam bo pomimo tego,że nie mówi,to ja i tak się domyślam i przebijam się przez tłum jak w jakimś pogo do miejsca wypadku i widzę Ją na noszach,jak robią Jej masaż serca,jak ma jakieś gówno przypominające maskę przeciwgazową na twarzy,ma zamknięte oczy i ja też je zamykam,to tylko sen,myślę sobie,no ej,no przecież takie rzeczy tylko na filmach albo w opowieściach starszych ludzi się dzieją,i zamykają drzwi od ambulansu i odjeżdża,odjeżdża w stronę szpitala,mam wrażenie,jakby unosił się w powietrzu,przez moment nawet słyszę jak przez mgłę piiiiii,pamiętam ten dźwięk,kiedyś mnie podłączyli do jakiegośtam urządzenia w szpitalu,wtedy było pi pi pi,teraz ten dźwięk jest ciągły,to znaczy,że praca serca ustała,stoję wryty i moje serce dudni jak oszalałe,pipipipipi,a słyszę jednie jednostajne piiii i widzę,jak ten ambulans nagle się podnosi i leci jak jakiś samolot w stronę nieba,jak ta karetka w ,,arizona dream'' z wujem axela,i nagle czuję łzy na policzkach i jak mnie P.przytula do siebie,jak wszyscy nagle klękają i zaczynają się modlić a ja zaczynam krzyczeć i wtedy,jak gdyby nigdy nic otwieram oczy i widzę swoje łóżko i słyszę dźwięk rozpinanego rozporka kozaków i słyszę jak Ona wchodzi do mieszkania,jak patrzy na mnie spod tej swojej grzywki na mnie uśmiechnięta a ja patrzę na nią tymi swoimi przestraszonymi oczyma,zlany potem i siada przy mnie,a ja kładę głowę na Jej kolanach,obejmuję Ją najmocniej jak potrafię i pytam kochanie,na co ona się uśmiecha,nie widzę ale wręcz słyszę,ten Jej najpiękniejszy uśmiech na świecie i pyta cicho,szeptem,tak,na co odpowiadam,przepełniony trąbami anielskimi i pomarańczami,wszystkim,co na świecie najpiękniejsze,a nic,sprawdzam tylko czy jesteś.


[dedykowane w całości V.]

skomentuj (5)

Najzwyklejsza noc na świecie, 3 2008-03-23 23:07:54

Nawet nie zauważyliśmy,kiedy wina nam się skończyły,papierosy,pomysły,wszystko nagle się skończyło,oprócz świata i dziwnych neonów nad miastem,siedzieliśmy w tej kuchni na dziesiątym piętrze i patrzyliśmy na powoli zasypiające miasto,nie widzimy każdego jego mieszkańca z osobna,ale to i tak można gołym okiem dostrzec a Jej nie ma,siedzę z P. i R. i sam o mało nie zasypiam i stwierdzam,że to miasto się kończy i wszystko się kończy tam,gdzie Jej nie ma,wino też się skończyło i papierosy więc ciągniemy losy,kto zejdzie na dół po więcej trunków i fajek,jakoś tak nam są do życia a przynajmniej do tego wieczoru potrzebne jak powietrze,nie to,żebyśmy byli uzależnieni,to po prostu kwestia przyzwyczajenia i po powrocie naszego dzielnego druha odpalam w końcu tego almodovara i siedzimy i słuchamy nienagannej hiszpańszczyzny i śledzimy dzieje biednej Pepy,która radzi sobie mimo przeciwności losu całkiem całkiem,w ogóle,wszyscy niemalże główni bohaterowie almodovara radzą sobie zawsze całkiem całkiem,mimo tragizmu ich sytuacyj,ciekawe,czy Polki by sobie tak poradziły myślę,i po projekcji idziemy na balkon pooddychać światłami miasta i nikotyną też i mówię im,że wiecie co,że wiadomo,że kobiety mają generalnie gorzej,no bo co,bo okresy,rodzenie dzieci,dyskryminacja na przestrzeni wieków mówię,wypuszczam słowa z gęby chyba tylko tak,o,żeby wypuszczać bo nie mam wcale ochoty,mam ochotę do Niej zadzwonić,nie to,żebym się źle czuł w towarzystwie mych przyjaciół,co to to nie,no ale ej,czasem tak jednak jest,że się mówi,tylko po to,by mówić,więc i ja tak mówię a oni przyznają mi rację i podzielają moją opinię,a ja mówię że faceci to jednak też mają przejebane momentami,i że wkurwia mnie jak słyszę,że faceci to świnie,w ogóle,denerwuje mnie uogólnianie,choć sam przecież często uogólniam,przecież nie wszyscy faceci są źli,masz rację,mówi P.,ale trzeba przyznać,że mimo wszystko krąży stereotyp jako taki,takiego faceta,takich cech utartych i każdy z nas jakoś tam pod to podpada,no jasne,mówię,ale tylko częściowo,bo bo bo i tu się zacinam i nie wiem co powiedzieć,kończymy dyskusję bez słowa,nagle R.,ni stąd ni zowąd otwiera gębę i mówi ej a wiecie co to jest ma dwie nogi i krwawi,nie,odpowiadamy z P.,pół psa odpowiada R. a my zataczamy się ze śmiechu,kurdę,ty R. jak coś pierdolniesz to nie ma chuja we wsi,mówimy,a on się uśmiecha i już jest,jakby to Alex powiedział,fajno fajno fajn,w każdym bądź razie nie zaprzątam sobie głowy frapującymi myślami i zaczynamy wymyślać scenariusz do filmu,wstępnie postawiliśmy trzy warunki,po pierwsze musi grać depp,po drugie musi być czarno-biały i po trzecie musi być absolutnie nowatorski,więc po paru minutach przenieśliśmy się już tam,oddaliśmy się całkowicie temu projektowi,siedzimy w Coście naszej,albo w ogóle w jakiejś niesamowicie klimatycznej,starodawnej kawiarence,w tle leci amstrong i jego najbardziej klimatyczny głos na świecie z adapteru i wszyscy piją kawę i palą papierosy i aż siwo jest od dymu i cały świat jest czarno-biały,jak w ,,kawie i papierosach'' jarmuscha,i nagle,jak w jakimś westernie,bujane drzwiczki do kawiarni,czy w tym wypadku raczej saloonu,otwiera depp,i tym swoim narkotycznym wzrokiem rozgląda się po sali,nagle cisza jak makiem zasiał,nawet amstrong chyba się zamyślił bo skończył grać,i nagle depp pyta czy,na co pan siedzący nieopodal nas wyjmuje powoli i z uśmieszkiem na twarzy papierosa,powoli odpala go i zaciągając się dymem powoli i majestatycznie odpowiada tak,na co depp odwzajemnia uśmiech,i jak gdyby nigdy nic wychodzi,no szczytujemy po prostu jak tylko o tym wszystkim myślimy,i sami odgrywamy tę scenę,i wszystko się układa po naszej myśli,tak,jak gdybyśmy kogoś spytali czy i usłyszelibyśmy odpowiedź twierdzącą.

skomentuj (6)

Najzwyklejsza noc na świecie, 2 2008-03-15 15:23:08

Zamiast leżeć i odpoczywać od świata dzwonię po P., pytam,czy nie miałby przypadkiem ochoty na jakiś seans,jakiegoś dobrego filmu obejrzeć,upić się,czegoś w tym stylu,przecież dobre kino i dobre trunki idą w parze,przecież w tych filmach przelewają się setki hektosextolitrów win,piw,szampanów,więc w czym rzecz,ano w tym,że czasem brak na to mi pieniędzy,a wiem,że P.lubi być filantropem,więc dzwonię do niego i pytam,czy nie wpadnie,mówię,że jakiś czas temu zakupiłem almodovara ,,kobiety na skraju załamania nerwowego'' ale jakoś nie miałem weny czy czasu czy w ogóle nie miałem niczego,żeby go obejrzeć,nie było mnie tak jakby,byłem,w zasadzie to wciąż jestem pogrążony w problemach natury damskomęskich,a almodovar to wiadomo,jak nikt,lepiej od ginekologów zna się na kobietach,no spoko słyszę w słuchawce,to zakup jeszcze jakieś wino mówię,nie,nie,fajki mam,na to akurat zawsze mam szmal,no,to do zobaczenia,i słyszę piik piik i już ręka mi się trząść przestała,myślę,kogo to ja dawnom na oczy nie widział i jak posąg staje mi przed oczyma R.,więc również dzwonię,ale chuja się dodzwoniłem,słyszę tylko pedalski głos mówiący,że wybrany abonent jest niedostępny,a tak w zasadzie,zaczynam się zastanawiać,kim jest właściwie ten cały abonent,ludzie używają tego słowa na prawo i lewo,słyszą je codziennie,ale gdyby tak popytać na ulicy,ciekawe,kto by mi udzielił prawidłowej odpowiedzi,i to nie jest jedyne takie słowo,pełno ich jest,kurna,ludzie się nie zastanawiają nad etymologią,nad procesami zachodzącymi na przestrzeni dziejów w składni i fonetyce,czytając nagłówki tabloidów albo reklamówki nowych dżezi trędi programów w tiwi zaczynam powątpiewywać w to,czy w ogóle się zastanawiają,no,ale nic,piszę mu sms'a,żeby zadzwonił jak włączy ten swój pieprzony telefon i zaczynam sobie wyobrażać Ją,jak jedzie w tej taksówce z jakimiś dziewczynami,ej,przecież ja nawet nie znam jej koleżanek,kiedyś rozmawiałem z jedną,musiałem przetrzepać całe miasto,żeby zdobyć do niej numer,Ona miała wyłączony telefon a ja musiałem koniecznie z nią porozmawiać,podejrzewałem,że będzie tam z nią,więc zdobyłem numer i dzwonię,lecz niestety nie było Jej tam,chwilę pogadaliśmy o tym,gdzie jest,a raczej gdzie może być,co może robić etc.,generalnie całkiem miło się nam gaworzyło,mam ten numer chyba wciąż zapisany,i teraz nachodzi mnie pytanie,bo niby są te komórki,niby są takim cudownym,zajebistym wynalazkiem,ale i tak są wyłączone albo poza zasięgiem,kiedy są najbardziej potrzebne,prawa Murhpyego czy jakoś tak,złośliwości rzeczy martwych,raczej złośliwości ludzi żywych,czasem mam wrażenie,że Ona to robi specjalnie,okej,pukanie do drzwi,siemasz,dobrze Cię stary widzieć,Ciebie też,w porządku,trzymaj wino,otwórz je już,wino musi sobie pooddychać,a to nie jest jakiś sikacz za 5 zł,więc otwórz,wyjmij kieliszki i chodź zajarać,okej mówię,i siedzimy w kuchni i rozmawiamy,ile my tu już w tej kuchni z P. przegadaliśmy,kurdę,całe życie mu tu opowiedziałem,on mi swoje z resztą też,koleś jak nikt zna się na dobrych alkoholach i dziwnej muzyce,dosłownie dziwnej,pozbawionej momentami ładu i składu,z resztą,on sam czasem taki jakiś bez ładu składu i innych tego typu rzeczy jest,ale za to go chyba między innmi lubię,za nieprzewidywalność,za to,że mogę na niego zawsze liczyć a z drugiej strony nie wiem,jak się kiedy zachowa,to taka moja ostoja,oaza w gąszczu pretensjonalności i przewidywalności,w dżungli planowania sobie przyszłości,zaciągam się dymem i dobrze,że jesteś mówię mu,patrząc w podłogę,nigdy chyba nie umiałem patrzeć ludziom szczerze w oczy mówiąc coś ważnego,być może wiąże się to z tą moją niestawialnością się,nie wiem,w każdym razie on też rzadko kiedy patrzy mi prosto w oczy,więc rozumie mnie,śmieje się pod nosem,takim prychnięciem,no,nalej już to wino mówi,więc nalewam,przybijamy toast,za nas,zawsze za nas,w zasadzie nigdy za innych,nie ma tu innych więc pewnie mają się dobrze i nie trzeba życzyć im szczęścia i zdrowia,wiem,chore podejście,ale w takich sytuacjach jak ta naprawdę ciężko mi się zdobyć na choć odrobinę empatii,nagle dzwoni R.i pyta,czy my aby z P.przypadkiem nie pijemy,więc mówię,że i owszem i zaraz włączymy almodovara,oooo słyszę w słuchawce,to weźcie czekajcie,ja też zakupię co trzeba i wpadam,więc siedzimy i dyskutujemy o amerykańskich filmach,ostatniej gali rozdania Oscarów,o muzyce,co jest godne posłuchania a co nie a i tak jest notoryczne odsłuchiwane,jak te wszystkie śmieszne hity eskowe,generalnie gaworzy nam się jak zwykle bardzo dobrze,no i słyszę pukanie do drzwi,wchodzi R.,jak zwykle bałagan niesamowity na głowie,brudne buty,bo on przecież ma tyle do zrobienia,no witaj stary,kopę lat mówię i mocno ściskamy dłonie,tak po męsku,widzę,że trzyma komandosa w ręce,to chyba akurat nie będzie musiało w ogóle oddychać,ono w zasadzie już dawno temu umarło,jeśli w ogóle kiedyś żyło,słyszę,jak witają się z P.w kuchni,lubię,kiedy jestem w innym pomieszczeniu i starzy,dobrzy znajomi witają się tak głośno w kuchni,bardzo mile się wtedy czuję,w ogóle,kuchnia to taki wspaniały wynalazek,słyszę,że mnie wołają,bo trzeba kolejny toast wznieść,za nas,oczywiście.

skomentuj (8)

Najzwyklejsza noc na świecie 2008-03-03 20:52:36

Siedzę w tym samym pokoju,przed tym samym laptopem,patrząc tymi samymi oczyma,czytając to samo co zawsze,nawet nie używając tego samego mózgu,takie czytanie bez zrozumienia uwskuteczniam,pewnie nie zdałbym matury,gdybym miał ją teraz znów napisać,używam tych samych słów,rozmawiając używając tego samego komunikatora,czasami mam wrażenie,że te rozmowy,w tej Sieci,że one wyglądają tak samo,że niektóre schematy utarte już zostały i że nikt mnie nigdy już nie zaskoczy,takie myśli mam,myśli bez zrozumienia,słucham tymi samymi uszami muzyki,jedynie muzyka jest nowa,wpada do tej samej głowy,wszystko jest to samo,żeby nie powiedzieć takie samo,oprócz nowych albumów,ściąganych z tej ogromnej Sieci,czasem mam wyrzuty sumienia,że te ściąganie,że to kradzież,że grzech,a ja u spowiedzi nie byłem nawet,ile,3,może więcej lat,dlaczego,a dlaczego mam niby powierzać swoje tajemnice komuś komu nie ufam,jakie znowu bluźnierstwo,że McKwak a nie wiara,no ej,no ludzie,kogo więcej ten ma rację a nie ankieterzy,no ej,no i siedząc i nie myśląc tylko wpadając razem z muzyką z głośników do moich uszu zamykam się w tych uszach,zamykam na cztery spusty i nie ma mnie,znikam,aż wtem cicho puk puk puk do moich antywłamaniowych drzwi puka Ona,Ona,z którą tak przecież ostatnio ciężko mi się dogadać,porozumieć z nią ciężko jest się mi,puka i pyta czy nie pożyczyłbym jej szmalu,na co pytam,na taksówkę ona odpowiada,jaką taksówkę zbywam ją,a ona że normalną kurwa,że jedzie na melanż,potańcować w jakimś klubie idzie mówi,ja wstaję,powoli,mozolnie,wychodzę ze swoich uszu i kieruję się w stronę portfela,wyciągam z niego dychę,i daję jej,ale po chwili wyjmuję jeszcze jedną,pomyślałem,że ci taksówkarze to jednak niezłe sukinsyny koty i że z nimi nigdy nic nie wiadomo,i wtedy nachodzi mnie myśl,że nie umiem być stanowczy,myślę sobie,pomimo składanych obietnic nie umiem się jej stawić,niby zamieszkanie razem miało coś zmienić,chuja zmieniło,wciąż jestem takim samym niestawiaczem się,daję jej szmal na taksówki czy na co tam jeszcze,ona rzuca suche dziękuję i biegnie do łazienki,słyszę,jak używa spreju do włosów,tego ode mnie,trzy miesiące odkładalem na niego,wiedziałem,że lubi o siebie dbać,gówna przecież nie będę jej kupywał,kiedy ona mi coś ostatnio kupiła zaczynam myśleć,ej,jednak nie jest z moim myśleniem tak źle,to chyba te teksty internetowych autorów były takie nudne,takie nieprawdziwe,no nieważne,ona wychodzi,zakłada palto,mróz jest na dworze,zakłada te swoje kozaki które zawsze tak zabawnie wkłada,tak siłuje się z nimi słodko,tak jej włosy wtedy spadają na oczy i prosi mnie,bym je odgarnął,to znaczy prosiła,ostatnio o nic mnie nie prosi oprócz szmalu,wkurwia mnie to,myślę,ale nic nie mówię,opieram się jedynie o ścianę i już zaczynam myśleć o szlugach,tak,szlugi,właśnie,szlugi,zapalniczka,szlugi,popielniczka,i ubrana jeszcze biegnie do tej jebanej łazienki,w zasadzie nawet nie wiem po co,nigdy nie wiedziałem,po co ubrana biegła do łazienki,zawsze kiedy to robiła całowała mnie po drodze,teraz nawet na mnie nie spojrzy,po prostu biegnie,omija mnie jak przeszkodę w biegu na torze przeszkód,wybiega z niej po paru sekundach,rzuca,coś tam niewyraźnie,że rano,żebym nie dzwonił i że pa i zamyka za sobą drzwi,ja po zamknięciu przez nią drzwi trzęsącą się ręką wyciągam te szlugi,zapalniczki,popielniczki,wszystkie pochowane,nie lubi,kiedy palę,choć sama śmierdzi papierosami,kiedy wraca z tych dyskotek,z tych potańcówek,kurwa,dlaczego nie jestem tam z nią,bo nie,bo mam większe aspiracje muzyczne niż jeden ckliwy dźwięk na całą kurwa piosenkę,owszem,lubię dobrą elektronikę,dobry pop,ale nie trawię chłamu,kiczu kurwa nie lubię,i dlatego nie chodzę tam z nią,wolę posłuchać muzyki w domu,tego,co słucham nie uraczysz w żadnym klubie,mówię o tych pokroju dyskotek,no i skoro mowa o muzyce to odpalam dEUSa,jak to kto,kwartet z Belgii,nie,to nie nowość,grają od 1995 roku,nieważne,w każdym razie odpalam ich dość głośno,jak na możliwości tych samych głośników,i odpalam tego papierosa,zaciągam się głęboko i głośno dymem i toteż tak samo głośno go wypuszczam,tak,tak jakbym szpanował przed samym sobą,że mam jaja i że umiem palić.

skomentuj (16)

Księga Gości


Lincze
martyna pyszna zupka!
jaro po prostu brat<:
kapek niew iem;p
kamila chce mieć masarnię;>
raph of neternalz znajomy znajomych!
marta konkurentka w wyścigu o tytuł bloga roku!
gienek podobno ,,biały murzyn";>
lisu monarcha absolutny wkrótce;>
JegoPerspektywa (już nie)sfrustrowany dwudziestolatek,który ładnie pisze
mareczek świat przez okulary bez szkieł
jagoda najwierniejsza fanka Waitsa!:>
szwagier no po prostu szwagier!
pani kaajkaa od bardzo dawna!
wobix twojastaramen.
pan diaboliczny przyjaciel jakich mało!



odwiedzin!